#godelpoleca #muzyka #rock #wykwintneprogresjeakordow

playlista – dziad-rock po Godelsku

czas przerwać milczenie 8)…

Fleetwood Mac – You Make Loving Fun

1. ze świętej trójcy piosenkopisarskich talentów (McVie, Buckingam, Nicks) odpowiedzialnych za największe przeboje Fleetwood Mac, osobiście największym uznaniem i uwielbieniem darzę autorkę dzisiejszego kawałka, czyli – Christine McVie.
a ze wszystkich kawałków z legendarnego Rumours, to właśnie „You Make Loving Fun” uważam za highlight. za olimpijskie sięgnięcie po trofeum w kwestii grania skomplikowanego soft-rocka, wyciskającego resztki potu by nie zgubić po drodze na szczyt, zarażającej i nośnej przebojowości.

2. Lindsey Buckingham, lider, wizjoner, wybitny gitarzysta – poza tym, że własnoręcznie potrafił wyciosać ogrom hitowych kawałków, które rzeźbił z pierwotnie surowego stanu, prowadząc je pewną ręką przez cały schemat procesu twórczego, zgodnego z blues-rockowymi tradycjami, w szerszej optyce pozostaje tylko i „aż” dopełniającym, zostawiającym końcowy szlif producenckim maniakiem wydobywającym prawdziwe piękno piosenek pisanych przez koleżanki z zespołu.

Stevie Nicks, anty-liderka, duch zespołu, czarodziejka – jedna z najbardziej bajkowych i charakterystycznych barw głosu historii muzyki, która poza zaśpiewem Kate Bush pozostaje niedościgniona w tej materii.
same piosenki, podobnie jak wspomniany wokal, które Nicks zwykła pisać i przynosić do studia, nosiły znamiona dziecięcego „niedopracowania”, swawolnie kręcącej się pod nogami beztroski, nie zniszczonej dorosłością bezpretensjonalności, które w zderzeniu z perfekcjonizmem Buchinghama zatrzaskiwały się kilkupoziomowej i niejednoznacznej narracji.
„ona potrzebowała jego, on potrzebował jej, od pory dnia zależało kto kogo potrzebował bardziej.”

Christine McVie, cicha liderka, klawiszowy puls, cień żyjący własnym życiem – gdybyśmy chcieli spojrzeć przez pryzmat suchych faktów i statystyk, to większość tych najbardziej uznanych przebojów z repertuaru FM, zadłużona jest właśnie w talencie McVie. w swoistym darze do układania i wymyślania możliwie najbardziej finezyjnych, zapętlających się, prowadzących ze sobą wewnętrzny dialog hooków, motywów, wtrąceń, przebiegów/obiegów akordów, które same wskazywały Buchinghamowi miejsca, w których należy je nieco przejaskrawić. ale jakby nie patrzeć, nikt nie był tu samowystarczalny…

3. koniec końców, cała potęga muzyki Fleetwood Mac i tajemnica ich sukcesu tkwi we wszystkich możliwościach, funkcjach, właściwościach, które wpisane są w „trójdzielne” kompozytorskie terytorium, po którym zmuszani byli poruszać się nasi bohaterowie, ale też wszyscy inny muzycy wspierający zespół.
terytorium które stanowiło o wyjątkowości każdego z nagrań, bez względu na to kto z tej trójki zgarniał większą część jego pola powierzchni, kto z kim tworzył kąt prosty, kto ostry, a kto rozwar…
i zwieńczając – terytorium, na którego stykach dochodziło do zawracających w głowię niuansów, toksycznych i zakulisowych grzechów, które po krótkiej refleksji słyszalne są w całej palecie, gładko poukładanych w ukryciu szczegółów skrywających na wszystkich ich najlepszych nagraniach.