I pyk kolejny wpisik bo nie chce mi się już wiecej tego czytać ;v

MIEJSCE 5
KAMP! – BREAKING A GHOST’S HEART, rok 2009

Wysoko, nawet mocno. Nawet sam myślę czy po prostu nie przeceniam tej płyty. Właściwie to epki, bo to najkrótszy krążek na tej liście. Tytułowy singiel, drugi utwór i singlowa wersja 9 bydlaka tytułowego. 18 minut które dało polskiej scenie więcej niż myślimy. Ale zanim do tego dojdziemy to trochę paplaniny.

Ja jestem juz głupi. Tak poważnie. Bo cos mi w tym wszystkim nie pasowało. To nie jest wprost kurwa możliwe, że polska scena elektroniczna była tak pusta przez tyle lat. Polscy kompozytorzy juz w drugiej połowie lat 70 mieli bardzo mocne znaczenie na rynkach zachodnich i nie odstawali od zachodu. A prym wiódł chyba baaaardzo niedoceniany Marek Biliński któy potrafił na polski rynek świetnie wdrożyć Jeana Michela Jarre, Kraftwerk, Morodera… no legenda. Ale potem idąc dalej to poza zabawnymi ekserymentami te syntezatory kojarzyły się tylko z czasami synthwave i new romantic. Gdzieś podświadomie bano się tego nurtu. Dlaczego? Trudno mi to wyjasnić. Ale jak spojrzymy na polską scenę XXI wieku do wydania epki KAMPu mamy kogo… Catz ‚n Dogs to pierwsze skojarzenie. Oszibarack które bardzo mocno wypłyneło z wrocławskiego undergroundu. Nurt nu-jazzowy z elementami elektroniki rozpowszechnił Skalpel i Jazzpospolita. Ooo no jeszcze Super girl & Romantic Boys ale to widać że inspiracje latami 80. Ahhh no niechętnie mówię ale było Mikromusic ale to jazzowo i bardziej triphopowo. Zapomniany lekko Daniel Bloom ? Novika czy Husky ? No i król sceny z braku laku czyli Smolik który od debiutu grał elektronikę. Ale ja go osobiśćie bardziej znam tylko z singla Close Your eyes psss nie rozgadujcie, ale bardzo kocham ten utwór. Albo no Sorry Boys z Chance
No BIDA JAKBY NIE PATRZEĆ. Cały rynek przejęty przez Manieczki, techno, internetowe remixy i klubowe wersje utworów. Az nagle pojawiają się oni… Zresztą, juz o nich pisałem tutaj

Taka bomba znikąd. Właściwe to z Łodzi, chłopaki zainspirowani wylewem nowej fali synthpopu która błyskawicznie dotarła do naszego kraju. Pisałem co mamy smacznego na tej płycie. Super tytułowy singiel Breaking a ghost’s heart całkiem fajne i dynamiczne Le Jaguar i radiowa wersja singla. Jezuuu jak się tego dobrze słuchało. Czuć było taką fajność, amerykańską fajność. I ta duma, ze mamy własnego przedstawiciela którego nie ma co się wstydzić. Bardzo szybko też wydana została druga epka Thales One na której już słychać inspiracje Animal Collective, La Roux ale zwłaszcza Cut Copy, Holy Ghost czy Hot Chip. 2010 i kolejna epka z Distance of the modern hearts i 2011 z Cairo ale nadal nie było pełnego LP. I pojawił się w 2012 ale jak już mówiłem. Ten album został wydany za późno. Nie wykuto żelaza póki były ciepłe i oczekiwanie stało sie mdłe. A sam produkt nie był juz tak podniecajacy jakby był wydany rok wczesniej. Ale nie jest w żadnym wypadku zły, poza znanymi singlami, znalazły sę tam takie perełki jak Cant’t you wait Lux Lisbon czyli najbardziej chillwave’owy polski utwór od lat 80. Dorzućmy do tego współprace z Brodką i remix jej singla Dancing Shoes i mamy odczucie że obcujemy z pewnym fenomenem rynkowym. Płyta odniosła spory sukces, bo objazd po festiwalach, dobra trasa po kraju kilka razy i nawet ten nieszczęsny kontrakt z Red Bull Academy. To ten punkt uważa się za zatrzymanie rozwoju chłopaków. Bo nie ukrywajmy, mamy 2018 Kamp wydaje nowy singiel Don’t clap hands a on nawet nie urywa dupy, chociaż na żywo i tak bym poplumkał. I jak bardzo lubię ich muzykę i jest okay ale wszelkie moje nadzieje na ich sukces juz, umarły rok temu. Szkoda, wielka szkoda. Ja serio na nich liczyłem ze zrobią super sukces na zachodzie (・へ・)

A teraz wróćmy do samego znaczenia płyty. Jest ten 2009, wychodzi ich epka. I w mojej ocenie to jest pewien punkt kulminacyjny polskiej sceny elektronicznej. Kamp otworzył drzwi wielu artystom do wylania swoich pomysłów, rozpoczął wiele karier. Bo nie da się ukryć, że gdyby nie oni to nie byłoby Rebeki, Xxanaxxu, Dumplingsów, Bokki czy nawet Makowieckiego w swoim elektro klimacie Holidays in Rome Bez tej płyty Mela Koteluk nie nagrałaby Melodii Ulotnych które były no nawet sporym hitem. Czy Raplh Kaminski nagrałby swoje Morze? Czy Julia Marcell nagrałaby Matrioszke a potem Andrew tak btw to świetny kawałek do szluga. Czy Błażej Król nie przestałby się bać i nie wydał w końcu UL/KR ? Czy nie powstałoby Coals, Flirtini, Rosalie. a Nosowska i Reni Jusis nie postanowiły nagrywać elektronikę? Tyle pytan, tyle artystów, tyle boomu. Ja serio widzę w tym zależność dosyć sporą, bo ten boom zaczał się z ogromną falą promowania na porcysie Kampu, wielkich nadziei i zrozumienia ze póki nie zrobi się tego jednego kroku to w sumie tylko można gdybać o wszystkim. Zwykłe 18 minut sprawiło, że wielu artystów chyba uwierzyło ze jest sens, warto robić co się czuje. Płyta nie jest czyms piekielnie wartościowym jesli chodzi o materiał. Dobre wakacyjne nutki do picia somerka na plaży w Gdyni pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale to jakiego dało kopa innym i rozruszało scenę-nie do ocenienia. Chłopaki, zrobiliście robotę. Szanuję, doceniam. A to ze jesteście w moim sercu tak wysoko to dzięki prostocie, graniem na emocjach i wspomnieniach.

Kamp! – Breaking a Ghost’s Heart

#muzyka #zimniokpoleca #kamp #dobrebopolskie #synthpop #kolejnybeznajdziejnytagnamojewysrywy